Lekki deszcz. Ellie Goulding w radiu. Dym, pełno dymu. Taka szara rzeczywistość. Stoję w oknie i patrzę na ludzi przechodzących obok naszego mieszkania. Odkąd znaleźli u nas w mieście jakieś niedopałki z wojny ciągle kręcą się tutaj setki ludzi. Niestety nic nie możemy na to poradzić. Zgasiłam peta i poszłam nastawić wodę na kawę. Mała dzisiaj śpi u Mata. Nie wiem jak poradzę sobie w rozmowie z nim. Myślę, że jakoś dam radę. W dodatku dzisiaj spotykam się z nowo poznanym Dylanem, Szczerze mówiąc byłam pewna, że oleję go, ale kiedy był taki pewny siebie i szarmancki to..nawet mi się spodobał.
-Gotowy? - zawołałam, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi łazienki.
-Prawie, ale mała jeszcze śpi. - mrukną i wziął do ręki skręta.
-Pani Simpson, zgodziła się z nią zostać na chwilę. Wiesz Pet mamy dużo spraw do załatwienia na mieście. Przynajmniej ja...-powiedziałam i zerknęłam na zegarek. Była 8;23, a o 10 miałam spotkanie z miejscowym adwokatem, musiałam w końcu załatwić sprawę ojcostwa Mata..
-Nie lubię tej babki, dla mnie jest taka...
- ...nie miła? Dziwisz się? Za każdym razem kiedy tutaj śpisz muzyka i nasze łóżko jest tak głośno, że kobieta nie długo całkowicie ogłuchnie. - opowiedziałam i dopiłam ostatni łyk kawy. Za dwie minuty wychodzimy Peter. Nie wiem czy ty, ale ja chcę mieć to już za sobą.
Takie jest życie matki, która nie wiedziała dokładnie z kim chce być, Teraz musi łazić po sądach, prawnikach i innych duperelach. Niestety no jestem pewna, że Maja to dziecko Petera. W sumie nie wiem czy to źle czy dobrze, ale jakoś to będzie. Kiedy pani Simpson przyszła, mojego "kochanego" partnera nie było już w domu. Chciał za wszelką cenę uniknąć konfrontacji z naszą sąsiadką. Zostawiłam jej wszystkie wskazówki dotyczące posiłków i zabaw dla małej oraz godziny kiedy przyjedzie po nią Mat, jeżeli byśmy nie wrócili na czas. Oczywiście w duchu modliłam się, żebym nie zdążyła.. Kiedy byłam już pewna, że zostawiam Majkę pod dobrą opieką, wybiegłam z mieszkania i szybko pojechaliśmy do miasta.
-Alice...wiesz że jeżeli nie chcesz to ja nie muszę wyjeżdżać. - powiedział
- Peter to twoja rodzina. Brat, siostra. Musisz im pomóc. Nie jestem w stanie cię zatrzymywać, a wiesz dobrze, że chciałabym żebyś został. Jednak nie wybaczę ci jeśli to zrobisz. - mruknęłam i szybko dodałam- Nie martw się, damy sobie radę. Obiecuję.
- Chodzi mi tylko o te sądy, To konieczne..i ona musi u niego spać i go odwiedzać?
- Aż sprawa nie będzie przedstawiona czarno na białym, on ma prawo ją odwiedzać...nic nie poradzę. -mówiłam - To tutaj. Nie przejmuj się Peter. Zobaczymy się za miesiąc.
- Chcę z tobą spędzić dzisiaj jeszcze trochę czasu przed wylotem.
- O której masz samolot - dodałam
- Coś przed 13, wyrobisz się? - szepnął i pocałował w policzek.
- Hmm...postaram się coś wymyślić, Może przerwa na lunch?
- Wyślij mi SMS gdzie i kiedy, a się zjawię. Do zobaczenia... - powiedział, kiedy wysiadałam z samochodu
Godzina 9;36, jeszcze zdążę napić się kawy i biegiem do kancelarii. Idąc przed Voul Life Center przeglądałam plany na dzisiaj. Każda sekunda dokładnie przemyślana.
" ... 10;00 - kancelaria
11;30 - zmiana w księgarni
12;00 - lunch
16;15 - koniec zmiany i powrót do domu
18;09 - spotkanie z Dylanem .."
Nie mogłam się doczekać chwili wytchnienia. Dopijając kawę poszłam na umówione spotkanie z adwokatem.
Godzinę później spotkanie kończy się, a wszystko stoi na dobrej drodze. Mrs. Loper powiedział, że mam sporę szansę na zatrzymanie córki u siebie, jeżeli tylko moja sytuacja finansowa oraz rodzinna nie zmieni się. To znaczy, że muszę mieć kogoś do opieki oprócz mnie, Uf..dobrze, że mam jeszcze Petera.. może nie długo jeszcze Dylana. Ale to nic pewnego.
-Witamy !! - usłyszałam głos Matyldy tylko co wchodząc do księgarni
- Jejku!! Jak ja się za tobą stęskniłam. -uścisnęłam ją bardzo mocno
Nie widziałyśmy się już od dawna. Miałam urlop, a ona dopiero co wróciła z wakacji. Ona to ma szczęście. Bogaty facet, luksus, a księgarnia to tylko źródło odpoczynku.
Niestety nie znalazłam czasu dla Petera. "Przykro mi Skarbie nie dam rady się spotkać dzisiaj już. Wybacz." Tak brzmiał mój SMS. Po czym rozładował mi się telefon. To się nazywa mieć szczęście ALICE.
Rozdział 23
-Powiedz mi dlaczego? -zapytał i widziałam żal w jego oczach. Był taki zawiedziony i smutny..
-Nie mogłam zrobić inaczej, Mat musisz zrozumieć. Kiedy on wrócił to....
-..to ja się przestałem liczyć. Zrozum zawsze tak było ja się staram cały czas a wystarczy że on zrobi raz coś miłego to ty już cała w skowronkach chodzisz. Mam tego dość, chce jedynie wiedzieć czy coś do mnie czujesz..TAK lub NIE? Proste pytanie, prosta odpowiedź.. - powiedział i wyszedł..
To było tak jakbym jednego dnia miała wszystko, a już następnego dnia nie miała nic. Rozumiałam dokładnie co on czuje, codziennie powtarzał mi, że mnie kocha, a ja? Nie potrafiłam mu odpowiedzieć tak normalnie "Ja ciebie też". Muszę w końcu to dobrze przemyśleć..
Wstałam, założyłam kurtkę i ubrałam trampki.
-Słuchaj, muszę wyjść. -powiedziałam i otworzyłam drzwi
-Wiem, wahasz się, ale wiedz o tym że ja ciebie też kocham. To nie tylko on..-mówił Pet.
Przytuliłam go i powiedziałam.."Wiem"
Szłam szybko, tak to było kiedy miałam wytyczony cel, pierwszy raz od kilku dobrych miesięcy miałam zamiar ją odwiedzić. Nigdy nie miałam na to odwagi ale stwierdziłam, że kiedyś trzeba.Chciałam zapytać ją o kilka nurtujących mnie pytań, ale wiedziałam że to nie było możliwe. Padał tego dnia mocny deszcz, siedziałam na górze. Na uszach miałam słuchawki i muzyka na full. Wołała mnie dosyć głośno poddenerwowanym tonem. Chciała żebym jej pomogła, ale ja miałam to gdzieś. Jak każda zbuntowana nastolatka. Teraz widzę jakie moje zachowanie było żałosne. Raniłam ją tym strasznie, a kiedy zmarła zaczęłam żałować i sama przed sobą nie mogłam się przyznać że to ja ją zabiłam. To ja doprowadziłam do śmierci własnej matki.To uczucie spoczywa na mnie do dzisiaj. Pet, mówił że jad przestał działać i te leki które podali mi w trakcie porodu uszkodziły mi instynkt. Nie jestem już w pełni hybrydą. Jestem zwykłym człowiekiem, który mimo powolnego starzenia się w każdej chwili może umrzeć. W sumie to pocieszało mnie to uczucie, bo miałam swój plan i swoją listę którą zamierzałam doprowadzić do końca i chciałam żeby mi się to udało.Po kilku minutach dotarłam do celu podróży. Na pożółkłej trawie, pod zwiędłymi kwiatami i wypalonym zniczem leżała moja zmarła przed kilkoma laty matka. Tak nagle popłynęły mi łzy i zaczęłam opowiadać jej co działo się u mnie przez ostatni rok.
-.....teraz mam córkę, chłopaka, przyjaciela, ale wiesz czegoś mi jednak brakuje. Wydaje mi się, że twojego "Miałam rację, albo A nie mówiłam!". Tęsknie za tobą, już za nie długo się zobaczymy. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Tymi słowami skończyła się nasza rozmowa..teoretycznie tą naszą "rozmowę " możemy nazwać moim długim, pełnym łez i nieskończenie wielkich uczuć monologiem.
Zegar na ratuszu wybił 23, czas było wracać do domu. Jednak nie miałam ochoty widzieć Petera, Maii ani Mata. Idąc ulicą zobaczyłam reklamę nocnego klubu. Stwierdziłam...dawno nie piłam. W końcu muszę coś przemyśleć. Zapomniałam jednak jak dla mnie kończyło się palenie szlug i picie wódki. Głośna muzyka jednak zwabiła mnie do środka. Pół nagie panienki, faceci, którym ślina kapała na samą myśl o nocy w jednym z pokoi z taką nie jedną prostytutką. Nie moje klimaty. Jak dla mnie zaczęło robić się obleśne i odrażające. Podeszłam do barku..
- Czystą..-powiedziałam i spojrzałam na parkiet
-Już pani podaję. Ale czy czasem nie pomyliłaś sobie lokali? - zapytał facet, wyglądał na miłego ale chyba rozbawiło go to że byłam cała przemoczona i z lekka zmęczona
-Właśnie się tak zastanawiam..raczej tutaj nie pasuję. - odpowiedziałam
- To tak jak i ja...ale czego nie robi się dla forsy. Dylan,a ty? - powiedział i uśmiechnął się szyderczo, ale słodko.
-Alice, głośno tu macie- powiedziałam i wypiłam kieliszek po czym od razu polał kolejny
-Troszkę, ale jak się jutro spotkamy przy Steven Street na kawie przy biblioteczce to będzie o wiele ciszej.- powiedział i puścił oczko\
-Podoba mi się twoja pewność siebie, ale mam chłopaka..-odpowiedziałam i również puściłam oczko
- Mi podoba się twoja niedostępność, miss Alice - odpowiedział po czym dodał, - wracam do pracy, bo szef patrzy - po czym pokazał gestem ramienia na wąsatego mężczyznę całującego się z o wiele młodszą od siebie szatynką..- Jutro 18;09, pasuje?
-Nie -powiedziałam
- W takim razie do zobaczenia jutro - odpowiedział i zaczął się śmiać.
Ta znajomość zapowiadała się ciekawie, ale już za kilka godzin musiałam powrócić do RZECZYWISTOŚCI...
-Nie mogłam zrobić inaczej, Mat musisz zrozumieć. Kiedy on wrócił to....
-..to ja się przestałem liczyć. Zrozum zawsze tak było ja się staram cały czas a wystarczy że on zrobi raz coś miłego to ty już cała w skowronkach chodzisz. Mam tego dość, chce jedynie wiedzieć czy coś do mnie czujesz..TAK lub NIE? Proste pytanie, prosta odpowiedź.. - powiedział i wyszedł..
To było tak jakbym jednego dnia miała wszystko, a już następnego dnia nie miała nic. Rozumiałam dokładnie co on czuje, codziennie powtarzał mi, że mnie kocha, a ja? Nie potrafiłam mu odpowiedzieć tak normalnie "Ja ciebie też". Muszę w końcu to dobrze przemyśleć..
Wstałam, założyłam kurtkę i ubrałam trampki.
-Słuchaj, muszę wyjść. -powiedziałam i otworzyłam drzwi
-Wiem, wahasz się, ale wiedz o tym że ja ciebie też kocham. To nie tylko on..-mówił Pet.
Przytuliłam go i powiedziałam.."Wiem"
Szłam szybko, tak to było kiedy miałam wytyczony cel, pierwszy raz od kilku dobrych miesięcy miałam zamiar ją odwiedzić. Nigdy nie miałam na to odwagi ale stwierdziłam, że kiedyś trzeba.Chciałam zapytać ją o kilka nurtujących mnie pytań, ale wiedziałam że to nie było możliwe. Padał tego dnia mocny deszcz, siedziałam na górze. Na uszach miałam słuchawki i muzyka na full. Wołała mnie dosyć głośno poddenerwowanym tonem. Chciała żebym jej pomogła, ale ja miałam to gdzieś. Jak każda zbuntowana nastolatka. Teraz widzę jakie moje zachowanie było żałosne. Raniłam ją tym strasznie, a kiedy zmarła zaczęłam żałować i sama przed sobą nie mogłam się przyznać że to ja ją zabiłam. To ja doprowadziłam do śmierci własnej matki.To uczucie spoczywa na mnie do dzisiaj. Pet, mówił że jad przestał działać i te leki które podali mi w trakcie porodu uszkodziły mi instynkt. Nie jestem już w pełni hybrydą. Jestem zwykłym człowiekiem, który mimo powolnego starzenia się w każdej chwili może umrzeć. W sumie to pocieszało mnie to uczucie, bo miałam swój plan i swoją listę którą zamierzałam doprowadzić do końca i chciałam żeby mi się to udało.Po kilku minutach dotarłam do celu podróży. Na pożółkłej trawie, pod zwiędłymi kwiatami i wypalonym zniczem leżała moja zmarła przed kilkoma laty matka. Tak nagle popłynęły mi łzy i zaczęłam opowiadać jej co działo się u mnie przez ostatni rok.
-.....teraz mam córkę, chłopaka, przyjaciela, ale wiesz czegoś mi jednak brakuje. Wydaje mi się, że twojego "Miałam rację, albo A nie mówiłam!". Tęsknie za tobą, już za nie długo się zobaczymy. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Tymi słowami skończyła się nasza rozmowa..teoretycznie tą naszą "rozmowę " możemy nazwać moim długim, pełnym łez i nieskończenie wielkich uczuć monologiem.
Zegar na ratuszu wybił 23, czas było wracać do domu. Jednak nie miałam ochoty widzieć Petera, Maii ani Mata. Idąc ulicą zobaczyłam reklamę nocnego klubu. Stwierdziłam...dawno nie piłam. W końcu muszę coś przemyśleć. Zapomniałam jednak jak dla mnie kończyło się palenie szlug i picie wódki. Głośna muzyka jednak zwabiła mnie do środka. Pół nagie panienki, faceci, którym ślina kapała na samą myśl o nocy w jednym z pokoi z taką nie jedną prostytutką. Nie moje klimaty. Jak dla mnie zaczęło robić się obleśne i odrażające. Podeszłam do barku..
- Czystą..-powiedziałam i spojrzałam na parkiet
-Już pani podaję. Ale czy czasem nie pomyliłaś sobie lokali? - zapytał facet, wyglądał na miłego ale chyba rozbawiło go to że byłam cała przemoczona i z lekka zmęczona
-Właśnie się tak zastanawiam..raczej tutaj nie pasuję. - odpowiedziałam
- To tak jak i ja...ale czego nie robi się dla forsy. Dylan,a ty? - powiedział i uśmiechnął się szyderczo, ale słodko.
-Alice, głośno tu macie- powiedziałam i wypiłam kieliszek po czym od razu polał kolejny
-Troszkę, ale jak się jutro spotkamy przy Steven Street na kawie przy biblioteczce to będzie o wiele ciszej.- powiedział i puścił oczko\
-Podoba mi się twoja pewność siebie, ale mam chłopaka..-odpowiedziałam i również puściłam oczko
- Mi podoba się twoja niedostępność, miss Alice - odpowiedział po czym dodał, - wracam do pracy, bo szef patrzy - po czym pokazał gestem ramienia na wąsatego mężczyznę całującego się z o wiele młodszą od siebie szatynką..- Jutro 18;09, pasuje?
-Nie -powiedziałam
- W takim razie do zobaczenia jutro - odpowiedział i zaczął się śmiać.
Ta znajomość zapowiadała się ciekawie, ale już za kilka godzin musiałam powrócić do RZECZYWISTOŚCI...
Rozdział 22
To niby było tak dawno, a jednak nadal chciałabym zatrzymać tamtą chwilę tylko dla siebie. Jego każdy dotyk. Każdy jego gest. Nie miałam jednak odwagi żeby o tym komuś powiedzieć. Zawsze sama siadałam wieczorem przy książkach, otwierałam zeszyt wspomnień pełen fotografii. Był taki cudowny, opiekuńczy i porywczy. Doskonale nadawał się na ojca. Mimo, że pomściłam jego śmierć to ...nie odczuwam tej satysfakcji. Tęsknie za nim, jak za najbliższym przyjacielem. Chociaż był kimś więcej...
Nie mam pojęcia jak sobie z tym radzić. Wiem, możesz teraz powiedzieć "Ale masz Mata". Jednak to nie to. Nie tego oczekiwałam od Mata, nie chciałam żeby pełnił takie ...powołanie w moim życiu. Takie miejsce miał zajmować ON. ON miał przytulać mnie kiedy się kładłam spać i rano budziłam. To ON miał opiekować się mną i spędzać ze mną długie, upojne noce. Łzy spadające codziennie, oczy boleśnie patrzące na zdjęcia, dłonie drżące na każde słowo o nim, sine usta, które miały być całowane .... Nic z tego się nie spełniło. To tak bardzo boli...
Nie mam pojęcia jak sobie z tym radzić. Wiem, możesz teraz powiedzieć "Ale masz Mata". Jednak to nie to. Nie tego oczekiwałam od Mata, nie chciałam żeby pełnił takie ...powołanie w moim życiu. Takie miejsce miał zajmować ON. ON miał przytulać mnie kiedy się kładłam spać i rano budziłam. To ON miał opiekować się mną i spędzać ze mną długie, upojne noce. Łzy spadające codziennie, oczy boleśnie patrzące na zdjęcia, dłonie drżące na każde słowo o nim, sine usta, które miały być całowane .... Nic z tego się nie spełniło. To tak bardzo boli...
***
Kiedy się obudziłam nikogo przy mnie nie było. Było ciemno i głucho. Tylko zimny powiew wiatru na moim policzku. Nagle usłyszałam głos :
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze !
- Kim jesteś? - odpowiedziałam
- Nie znasz mnie? A było nam tak dobrze. - usłyszałam w odpowiedzi, cichy jednak męski głos
Po chwili z ciemności wyszedł mężczyzna. Był wysoki, dobrze zbudowany, jednak blady. Miał ciemne, krótkie włosy i niebieskie oczy. To był....On. Jakim cudem? Nie miałam pojęcia o co tu chodziło. Tak strasznie się cieszyłam, jednak wiedziałam, że będą przez to problemy. Peter wrócił.
- Jak to się stało, że jesteś? Przecież....ty... - mówiłam podnosząc się na rękach.- Kocham Cię
- Boże, jak ja się ciesze, że cie widzę. Ja cie też kocham, ale nie zostanę tu długo. Nie mogę. - mówił - Ale tak bardzo nie chcę was zostawiać. Nie po to wracałem, żeby teraz odejść. Nie chce tego...
Prawie bym zapomniała o naszym dziecku. Nie miałam pojęcia co się z nim teraz działo.
- A gdzie jest....- zaczęłam, jednak on skończył
- Maja? Śpi, jest 3;00 w nocy. - mówił
Tak cieszyłam się, że wrócił. Teraz będziemy wyglądać jak prawdziwa rodzina. Tęskniłam za nim tak bardzo, już chciałam się pogodzić z jego śmiercią a tu nagle taki cud. Nie mogłam w to uwierzyć. Peter pomógł mi wstać, ubrałam się i przytuliłam do niego. Bardzo mocno.
- Więc co chcesz robić? - zapytał
- Chce do Mai.
- Chyba oszalałaś. Ty nie żyjesz. Jak ty chcesz do niej?
Myślałam, że on sobie żartuje. Jak hybryda, nieśmiertelna istota może umrzeć? Nie rozumiałam. A moja córeczka? On sobie żartował. To nie mogła być prawda. Niby cieszyłam się, że go zobaczyłam.
- Kobieto minął już rok, od twojej śmierci. To dziecko cie nawet na oczy nie widziało.
- Ty sobie żartujesz. Jaja sobie robisz? Bo to nie jest śmieszne.
- HAhahahaha, żałuj że nie widziałaś swojej miny. Żartuje, a ty tak się nie napalaj. Zaraz zobaczysz swoją córkę.
Myślałam, że go zabiję. Miałam ochotę go udusić. Jednak wrócił prawdziwy Peter, za jakim tęskniłam. Pełen humoru. Zabawny i uśmiechnięty. Widać było, że cieszył się z faktu iż będzie miał własną rodzinę.
- Kocham - wyszeptałam mu do ucha, a on zdejmując ze mnie koszulę odpowiedział
- Ja ciebie też, moja królewno.
***
Kiedy rano się obudziliśmy wszędzie były ubrania. Słońce delikatnie wyglądało zza okna. Zakryłam się kocem i zamknęłam oczy. Peter chyba jeszcze spał. Uśmiechnęłam się tak prawdziwie, jak nie uśmiechałam się nigdy. Brakowało mi takich chwil. Wstałam, założyłam bluzę i wyszłam na balkon. Wyjęłam z paczki skręta i zapaliłam. Poprawiałam sobie grzywkę i bawiłam się bransoletką. Chwilę później pojawił się Peter.
- Jak ci się podobało, piękna?
- Było cudownie jak zwykle. Ale wiesz...chciałabym w końcu zobaczyć Maję. - odpowiedziałam i widziałam niesmak w oczach chłopaka. - Czemu tak reagujesz na moje prośby o spotkanie z nią?
- Zrozum, kiedy tylko wejdziesz do domu rzuci ci się na szyje Mat. Maja zacznie się śmiać, a ja ...nie będę wiedział co mam robić. Będziesz musiała wybrać, albo ja, albo Mat, a co najgorsze ..albo Maja.
- Dlaczego ? - zapytałam z przerażeniem. Nie miałam pojęcia o co mu chodziło. Czemu niby miałam wybierać? A może to kolejny z jego głupich żartów?
- Nie, Skarbie tym razem nie żartuje. Ja muszę uciekać, możesz iść ze mną, ale SAMA. Bez dziecka. Mat wyjeżdża do Londynu ma dla ciebie pewną ofertę. A Maja nie może iść ani ze mną ani z nim. Ze mną z powodów bezpieczeństwa, a z nim...z powodu jego niechęci. Zrozum Alice...musisz wybrać między naszą trójką. Nie masz zbyt wiele czasu, bo tylko miesiąc.
To tak jakbyś...otrzymał dar ale miałbyś wybrać między ...trzema drogami. Wszystkie są usłane różami, ale prawdziwa jest tylko jedna. Mętlik w głowie. Kompletna nicość. Muszę się jednak zdecydować. Nie wiem jednak na co.
- Chcę zobaczyć Maję. - powiedziałam i wróciłam do domu. Ubrałam spodnie, buty i poprawiłam włosy. - Rozumiesz?
- Tak. Chodźmy.
Wziął mnie za rękę i poprowadził po schodach na górę. Nagle otworzył drzwi i przepuścił mnie do środka. Pod oknem stała kołyska, a obok był wózek. Piękny biały wózek. Na sofie stojącej pod ścianą, leżało niemowlę. Było jasnej karnacji, miało krótkie blond włosy. Ubrane było w różowe śpioszki w księżniczki. Tak słodko spało.
- Czy ona jest, człowiekiem? - zapytałam z niedowierzaniem
- Alice, ja nie mam pojęcia jak to się stało. Ale ona ....ona jest człowiekiem i umrze. - odpowiedział kładąc swoją dłoń na moim ramieniu.
Nie chciałam myśleć, że moja córka kiedyś umrze, dlatego postanowiłam żyć teraźniejszością. Podeszłam do sofy i uklęknęłam. Pocałowałam ją w nosek. Był taki mały i delikatny.
- Przyszedłem do..... - nagle usłyszałam głos i obróciłam się gwałtownie.
To był Mat. Nie byłam przygotowana na spotkanie z nim. To działo się zbyt...szybko.
Rozdział 21
Kolejne szare dni mijają. Strasznie długo zwlekałam z powrotem do tamtej rzeczywistości. Robert długo mnie przekonywał, że powinnam spróbować ale ja wolałam uniknąć tego wszystkiego. Jednak kiedy dałam się przekonać poczułam....że nie było warto.
***
Był 7 listopada, jak zwykle padało. Wstając z łóżka poczułam ból w klatce piersiowej. W końcu dzień pojawienia się dziecka zbliżał się. Usiadłam na krześle z kubkiem herbaty i otworzyłam okno. Na twarzy poczułam powiew zimnego powietrza, spowodowany kroplami deszczu na dłoniach. Poczułam się orzeźwiona jak najdłuższym prysznicem.
-Może nie powinnaś tam jednak jechać. - poczułam dotyk Mata na ramieniu.
-Dlaczego wszyscy tak uważają? Mat, chciałabym wziąć w końcu swoje wszystkie rzeczy z tego domu. Uwierz dawno tam nie byłam, a jednak nadal nie mam odwagi. Muszę to kiedyś zrobić. - odpowiedziałam i wstałam - Idę wziąć prysznic, jakbyś mógł to...
-Nadal uważam, że to niebezpieczne. Ten dom stoi na ruinach. Strych się zapada, a z dachu przecieka woda. Alice to w twoim stanie jest niebezpieczne!
Naprawdę nie miałam ochoty tego słuchać. Ciągle tylko każdy mi mówił, że to niebezpieczne. Ciekawa jestem czy gdyby oni mieli szansę poznać swoją rodzinę od tej prawdziwej strony, czy skorzystaliby?
Na początku wzięłam zimny prysznic. Chciałam zapomnieć o tym wszystkim co stało się w kuchni ostatniego wieczoru. O mojej kłótni z Nicole i Mary. Jednak to nie takie proste. Umyłam włosy i wyszłam na ciemnogranatową matę. Przetarłam lustro mokrą dłonią. Jednak w lustrze nie pokazało się to czego oczekiwałam. Chciałam w nim zobaczyć siebie, dziewczynę taką jak dawniej. Uśmiechniętą, cieszącą się życiem. A co zobaczyłam? Załzawione od bólu oczy, przemęczoną twarz i sine usta. Taki był urok nieśmiertelności - pomyślałam i od razu wzięłam się za siebie.
Kiedy byłam już gotowa, zawinięta w ręcznik weszłam do niewielkiej garderoby. Zarzuciłam na siebie dużą bawełnianą bluzę i szare rurki.
-Jestem gotowa...- powiedziałam do siebie i zaraz poczułam jak delikatny podmuch dotyka moich włosów. Nagle odczułam strach, to było dziwne ponieważ w garderobie drzwi były zamknięte a okien nie miałam. Pewnie histeryzuję. Wzięłam głęboki oddech i złapałam za kurtkę i klucze do samochodu.
- Posiedzę w samochodzie, poczekam na ciebie, albo pójdę z tobą. - powiedział odruchowo Mat dopijając kawę i ubierając skórzany płaszcz.
Po 25 minutach drogi byliśmy już na miejscu. Dom wyglądał jak istna ruina. Przy bramce w trawniku wbita była tabliczka z napisem "Do sprzedania". Nikt jednak nie odważyłby się do kupna takiego domu. Ściany były lekko zdarte, a ostatnie krople farby spływały wraz z deszczem. Na werandzie stała stara huśtawka i dwie doniczki z ziemią. Drzwi nie było, a okna na piętrze były rozbite. Strach ogarniał człowieka jak tylko patrzyło się na ten dom. Złapałam Mata za rękę. Bałam się tam sama wejść. Bałam się nie tego CO mogę tam zobaczyć, lecz KOGO...
Weszliśmy do środka, gdzie panował nadmierny bałagan. Aż brak słów żeby opisać taki nie ład i nie porządek. Na podłodze w kuchni leżała klepsydra "Ś.P. Anna ......" od razu kiedy ją zobaczyłam zrobiło mi się słabo. Dobrze, że on był ze mną. Wyszliśmy na górę i otworzyliśmy mój stary pokój. Powietrze w nim było wilgotne i zimne. Mat podał mi kilka pudeł i zaczęliśmy pakowanie. Stare ubrania postanowiłam zostawić. Nigdy bym nie ubrała nic z tego domu. Spakowałam stare zdjęcia, na których byłam ja z tatą i mamą. Jeszcze przed ich rozwodem. Szczęśliwa, uśmiechnięta rodzina po narodzinach mojego brata. Strasznie za tym tęsknię. Spakowałam figurki słoni i różnych wieży, które dostawałam od babci. Wzięłam książki zeszyty, stare atlasy. Wszystko co chciałabym zatrzymać. Kiedy pakowałam je do pudła przypomniało mi się jak w 5 klasie podstawówki pisałam pamiętnik, zawsze chowałam go w otworze ścianie za łóżkiem. Jego też chciałam zabrać. Kiedy miałam już wszystko co potrzebne postanowiłam wejść do pokoju mamy. Panował w nim niesamowity porządek, popatrzyłam na Mata. On też był zdziwiony wyglądem pokoju. Złapałam go mocniej za rękę.
- Dlaczego? ....- zapytałam, kiedy drzwi zatrzasnęły się a w pokoju zaczęło strasznie wiać. Porozrzucane były wszystkie rzeczy....Mat złapał się komody i powiedział
- Nie puszczaj...
Jednak wiatr był silniejszy i już po chwili poczułam, że uderzam głową w żyrandol.
-Popatrz! - zdołałam powiedzieć zanim straciłam przytomność.
***
Obudziłam się w szpitalu z silnym bólem głowy. Wokół mnie było pełno krwi, a obok biegali lekarze. Byłam zbyt słaba żeby zrozumieć co się dzieje. Za szybą po lewej stronie zauważyłam Mata, a za nim....Mama? Trzymała go za ramie, a on. Jakby ją ignorował, albo po prostu nie widział. Miałam już dość. Czułam jak co sekundę opadam z sił a światło nad łóżkiem nasilało się. Powoli zasypiałam.
06.02.MMXIVr.
Kolejny rodział, czyli XXI (21) zostanie opublikowany, dnia 6 lutego 2014 roku.
Przepraszam za tak rozległe opóźnienie, mam nadzieję że długością tego rozdziału postaram się nadrobić wszystkie niejasności w życiu bohaterki.
Dziękuje, tym którzy wytrwali tyle czasu ze mną i moim blogiem :D
Pozdrawiam, i zachęcam do czytania :) Dreamer...xd
Rozdział 20
Ostatnie dni wywarły w moim życiu wielkie zmiany.
Sama nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić. Po śmierci Petera, wszystko się zmieniło.
Nie mam ochoty już żyć i przeżywać tego wszystkiego drugi raz. Mimo to, co
usłyszałam od Roberta, mam zamiar nadal jakoś funkcjonować i się tym nie
przejmować. Może ten problem ciąży kiedyś zniknie, bądź sam się rozwiąże.
Jednak ….nie potrafię tego ignorować. To zbyt poważna sprawa, żebym mogła ją
tak normalnie zignorować.
-Czemu wczoraj tak uciekłaś ? Chciałam z tobą porozmawiać. – powiedziała Nicole,
kiedy tylko pojawiłam się w salonie.
Wzrok Roba, utknął na artykule w gazecie, a cała
reszta domu jakby nagle zamarła.
*2 miesiące
później *
-Mogłabyś się pospieszyć, a
nie! – słyszałam krzyk zza drzwi łazienki
- Już wychodzę. Nie
gorączkuj się tak Jully.
- Nie tylko ty idziesz
dzisiaj do pracy. Pamiętaj o tym … - powiedziała uderzając dłońmi o małą
szybkę.
Po kilku minutach wyszłam z
łazienki i wpuściłam do niej zaspaną jeszcze Jully. Dzięki temu, że ze mną była
szybko zapomniałam o śmierci dwóch najbliższych mi osób. A jednak nadal mam
przed oczami ich porozrywane na części ciała. Po zjedzeniu śniadania, postanowiłam jeszcze
przed wyjściem do pracy odwiedzić Nicole. Nie przyjaźnimy się teraz już
tak bardzo. Po tym wszystkim co mi
zrobiła. Po tym wszystkim czego się o niej i Peterze dowiedziałam. NIGDY WIĘCEJ
NIE CHCE TAKIEJ PRZYJACIÓŁKI. Jednak jako ciężarna….. Strasznie głupio brzmi to
słowo „ciężarna kobieta” nie wiem kto to wymyślił. Czuje się jakbym przytyła z
dobre 20 kg. A jednak schudłam w ostatnim czasie dość dużo, przez co musiałam
zapomnieć o bieganiu zawsze przed kolacją.
Kiedy po wyjściu z domu,
doszłam do księgarni gdzie pracowała Nicole, zorientowałam się że ktoś mnie śledzi.
Nie miałam pojęcia kto i po co to robi, ale czułam czyjś wzrok na sobie. W
pewnym momencie zostałam złapana za rękę.
- Zostaw mnie ! – krzyknęłam
- Spokojnie. Alice, kobiety
w twoim stanie nie mogą się tak martwić… i krzyczeć. – powiedział
- Nie mogłeś normalnie
podejść tylko musisz mnie tak straszyć. – powiedziałam i pocałowałam go w
policzek.
- Nie mogłem. Musiałem
zrobić to w dość nietypowy dla ciebie sposób. – odpowiedział i przytulił mnie
do siebie.
To był Mat. Nareszcie mogłam
się z nim normalnie spotkać, bez żadnego ukrywania się. Nie widzieliśmy się
całe dwa dni, a już za nim tęskniłam. Po prostu kiedy go nie było wariowałam z
niepokoju.
- Gdzie ty się włóczysz tak
rano ? – powiedział łapiąc mnie za rękę.
- Nie ważne, lepiej powiedz
gdzie się ty wybierasz.
- Do Ciebie – mówił
Przy nim znowu czułam że
mogę żyć. Bez Petera……….
****
Przepraszam że była taka mega wielka przerwa, miedzy tymi rozdziałami ale kolonia, wakacje to wszystko. Teraz staram się to wszystko ze sobą powoli godzić. :D Miłych wakacji i czytania :D
Rozdział 19
Zimny powiew delikatnie musnął moją dłoń. Myślałam, że to
najgorszy sen jaki mógł się stać.
- Nie przejmuj się Alice. Teraz wszystko się lepiej ułoży.
Będziemy tylko my i… - przerwałam mu, te wstrętne rozmyślania.
- Milcz !- zawołałam z płaczem i rzuciłam się na bezwładnie
leżące ciało Petera.
Było chłodniejsze niż zwykle. Jego głowa leżąca w innej
części sali sprawiała ze czułam na sobie ciarki. Leżałam przez dłuższą chwilę
przytulona do jego ręki i czekałam. Sama nie wiem na co. Przecież to było wiadome,
że już nie wstanie i nie powie do mnie nic. Wiedziałam że nigdy nie zobaczę,
jak się do mnie uśmiecha i jak mówi tak czule „Kocham Cię”. To przerażające
uczucie, i niespodziewana śmierć wywarło mi w sercu nie znajomy do tej pory
ból. Miałam jednak nadzieje, że to szybko minie. Nienawiść i zemsta,
jeszcze były dalekie od uczuć panujących
w moim ciele i umyśle. Niby chciałam, aby Aleks poczuł to samo co on i Sara w
momencie śmierci, ale ból i żałoba wypełniały mnie całą. Nawet nie wiem czy
potrafię to opisać. Mentalność i łzy, tylko to towarzyszyło wtedy całemu sercu,
które i tak już nie żyło.
-Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam, bardzo spokojnie, nie
odwracając głowy w stronę mordercy.
- Alice… -zaczął – w naszym życiu przychodzą takie momenty,
że my ’’dorośli ludzie”….wampiry musimy dbać o to co nasze i żeby nigdy nie
doszło do zamieszania w świecie i jego warunkach.
- Nie pieprz mi o warunkach i życiu ! – podniosłam się z
ziemi i lekko odepchnęłam Aleksa.
- Uspokój się ! Po prostu nie chciałem, żebyś musiała
przechodzić to, do czego sama doprowadziłaś. – powiedział i usiadł
- O czym ty mówisz? – zapytałam zaciskając zęby.
- Nie chciałem, dodatkowych ofiar i tego, żebyś musiała się
tłumaczyć Peterowi ze swoich błędów. Wiemy oboje, że popełniłaś ich dosyć dużo,
i wiemy także o tym że …ich nie żałujesz, ale Peterowi możesz oszczędzić tego
wszystkiego.
- Aleks skończ ! Nie rozumiem o co ci chodzi, ale chcę żebyś
wiedział że żałuje tego co zrobiłam jemu i Sarze. Mogłam poradzić sobie sama,
ale ty wszystko zepsułeś. Rozumiesz? – krzyczałam i wybiegłam z zamku. Miałam
dość.
Dalsza droga do domu nie sprawiała mi trudności. Raczej odbywałam
ją żałobnie i powoli. Nie chciałam zapomnieć o tym wszystkim co zrobiłam za
życia Petera i Sary. Miałam jedynie nadzieję, że wyrzuty sumienia kiedyś minął
i, że dam rade o nich zapomnieć. Jeszcze dwa dni temu stałam pod tym drzewem,
pragnąc z wszystkich swoich sił ocalić Petera, wraz z pomocą Sary, a teraz?
Sama nie wiem co mam o tym myśleć. Zrobiłam źle. Wiem o tym dobrze, ale nie
muszę chyba teraz płacić za wszystkie błędy popełnione za ich życia. W biegu i
postaci hybrydy wróciłam do domu. Czekała tam na mnie Nicole, Robert i jakiś
nieznajomy człowiek. Kiedy tylko przekroczyłam próg, ich spojrzenia gardziły
moim powrotem i tym, że starałam się wszystkim innym pomóc.
- No i o co wam chodzi? – zapytałam zdejmując brudne buty i
kurtkę.
- Dobrze wiesz o co. Gdzie Peter i Sara? – odpowiedziała
pytaniem Nicole rozglądając się ze złością.
- I kto tu udaje debila? Przecież dobrze wiesz, że nie żyją
już. – powiedziałam i …popatrzyłam na nieznajomego.
-Masz rację. Ale my ich nie zabiliśmy. Chcemy po prostu
wiedzieć co się stało. Chociaż to mogłabyś nam powiedzieć. – powiedział
pretensjonalnie Robert.
- Tylko, że powodu ich śmierci, nawet ja nie znam. –
odpowiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki. Miałam dość dzisiejszego dnia i
postanowiłam znaleźć chwilę dla siebie. Kiedy już po dłuższym odetchnięciu i
odpoczynku zeszłam na chwilę na dół, czekała na mnie tam niespodzianka.
- Powinnaś była nas powiadomić, że wyjeżdżasz – powiedział Robert
-Nie miałam ochoty… - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę
kanapy.
-Nie udawaj takiej ważnej. Kiedyś skończy ci się to dobre
życie, i pożałujesz tego! – mówiła Nicole – Myślisz że chcieliśmy ich śmierci ?
Nie mogłam dłużej słuchać tego wszystkiego znieść. Ciągle
ktoś się czepiał. Już miałam chwycić za klamkę drzwi, gdy zza rogu kuchni
zawołał do mnie Rob.
- Jesteś w ciąży Alice….. – zawołał i przełknął porcję krwi.
Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć….. Ciąża? Ja?
Hybryda?
Dreamer...xd
Rozdział 18
Nie wiedziałam, co mogę powiedzieć. Chciałam znać
odpowiedzi na miliony pytań. Jednak co mogę zrobić? Chyba jedynie stamtąd
uciec, ale nie wiem gdzie. Moje połamane serce nie wiedziało co robić. Z jednej
strony wilkołaki i Aleks, a z drugiej Peter. To wszystko się strasznie różniło.
Ale co działo się z Sarą? Zupełny bez sens. Przecież była ze mną. Z resztą
Peter też i co? Boże, ile pytań w sekundę.
- Masz rację, My Lady dużo tych pytań… - powiedział
nie oczekiwanie Aleks.
- Zostaw mnie! – Zaczęłam krzyczeć.
Nic potem nie odpowiedział. Miałam jedynie ochotę
uciec od tych fałszywych wampirów. Ciekawość jednak nie dała mi spokoju, i
zaczęłam się zastanawiać co z Sarą. Może coś jej zrobił albo, zabił. Po prostu
urwał głowę, i tyle.
-Raczej wątpię. Nie miałem powodów do jej zabicia.
Przyprowadziła mi ciebie, zostawiła i uciekła. Naprawdę nie miałem powodów do
takiej kary – odpowiedział z szyderczym śmiechem. – Peter. Mógłbym Cię prosić?
Musiałam puścić swojego chłopaka, i oddać go
Aleksowi. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Gdy chłopak wyszedł, z wampirem
usiadłam na lodowatym murku. Co tutaj się działo? Czyli, Sara od początku
wiedziała co …co on chciał zrobić i nic na to nie poradziła. Jędza…po prostu
nic innego mi nie przychodzi do głowy. Ale co dziwniejsze, Aleks wiedział gdzie
ona jest i jej nie zabrał. To nie ma sensu. Nic nie ma racjonalnego
wyjaśnienia. Wystarczy uśmiechnąć się i udawać że wszystko jest OKEJ. Ale
naprawdę, w środku krwawić i płakać. Nie ! Ja taka nie chcę być. Wstałam i
zaczęłam kopać w gruby skamieniały mur. Piszczałam, po prostu chciałam się
wyżyć, a nic innego mi nie przyszło do głowy.
- Dlaczego? – płakałam i zbierałam całą swoją
odwagę.
Nie wiele jednak z niej jeszcze zostało. Czułam
jakbym traciła wszystko po kolei i nic z tym nie dałoby się zrobić. To po
prostu najgorsze uczucie.
- Alice, teraz twoja kolej. – zawołał wampir stojący
w drzwiach.
Ku mojemu zaskoczeniu, nie był to Pet. Ale jeden z
służących Aleksa. Ciekawe gdzie Peter. Może Aleks go wypuścił, czy coś. Szliśmy
przez dość długi i ciemny korytarz. Przez malutkie okienka można było dostrzec
trawę i kwiaty, jak z łąki. Jednak w zamku, wampirów musiało być ciemno. Nie
każdy wampir potrafi odpowiednio ochronić się przed słonecznym światłem, jak ja
czy reszta moich znajomych. Nie rozmawiałam przez całą tą podróż przez korytarz
ze sługą. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Wiedziałam, że mnie jako hybrydy nie
da się zabić, ale jednak wolałam nie ryzykować. Nareszcie doszliśmy do wielkich
szklanych, przyciemnianych drzwi. Tajemniczy wampir trzy razy, uderzył kołatką
i wszedł do środka. W koncie stał Aleks. Kiedy mnie zobaczył zapalił świecę i
rzucił na środek Sali.
- CO TY ROBISZ ? – zawołałam, po czym zobaczyłam w
kącie porozrywane ciało Petera i Sary. Mnie też czekał taki los?
2000 :D
Hmm.. może dla was to nie jest wiele, ale dla mnie tak.
Tak szczerze tym razem, chcę podziękować.. wszystkim. Dosłownie.
Tym.. co czekają na więcej rozdziałów, żeby móc czytać więcej (...) ,
tym co czytają na bierząco,
Tym co komentują,
tym co tylko i wyłącznie spamują..
Mimo wszystko dajecie wyświetlenia.
I jestem HAPPY : *

To koniec krótkiej notki, która mi się nasunęła :D
Papapaapa <3 i THANK YOU <333
Tak szczerze tym razem, chcę podziękować.. wszystkim. Dosłownie.
Tym.. co czekają na więcej rozdziałów, żeby móc czytać więcej (...) ,
tym co czytają na bierząco,
Tym co komentują,
tym co tylko i wyłącznie spamują..
Mimo wszystko dajecie wyświetlenia.
I jestem HAPPY : *

To koniec krótkiej notki, która mi się nasunęła :D
Papapaapa <3 i THANK YOU <333
Rozdział 17 :D
Była 5;34. Za oknem wschodziło słońce, a w pokoju
panowała napięta atmosfera. W końcu nie codziennie wyrusza się w pościg, za
najpotężniejszym wampirem. Nie byłam na te wszystkie zdarzenia przygotowana,
stały się one, bardziej pod presją dnia i kapeńki nie uwagi. I po raz kolejny
wzięłam nie potrzebny mi oddech. Poszłam do mniejszego z pokoi, aby się
przebrać. Wciągnęłam na siebie brązowe rurki, czarny top i brązową kurtkę.
Szybkim i zwinnym ruchem związałam włosy w kucyk, a na twarz nałożyłam troszkę
pudru i tuszu. Nakremowałam delikatne i suche ręce, po czym wróciłam do
przyjaciółki. Obydwie byłyśmy strasznie
zdenerwowane. Sam fakt, że mogę zginąć budził we mnie lęk. W głowie
zebrało się miliony myśli, i gdy popatrzyłam na Sarę, chciało mi się płakać.
Słońce powoli wschodziło. Zbliżała się godzina, w której miałyśmy wyruszyć w
drogę za przeznaczeniem. Popatrzyłyśmy się z Sarą pytająco na siebie.
Musiałyśmy iść już. Wszyscy na dole jeszcze spali. Była 6. Kiedy wyszłyśmy na
dwór, odczułyśmy chłód jaki panował na zewnątrz. Zaciągnęłyśmy na głowy kaptur
i …poszłyśmy w stronę lasu. Gdy już znalazłyśmy się w środku, zaczęłyśmy bieg.
Rozwijałyśmy dokładnie tę samą prędkość. Podczas biegu, rozmyślałam nad tym co
się może jeszcze stać. W sumie cieszyłam
się że nie muszę tu być sama, ale mam złe przeczucia. Bardzo cierpiałam,
z tego powodu. Nie miałam już siły.
-
Zatrzymajmy się na chwile – odpowiedziałam, i usiadłam
pod drzewem
-
Co ci jest Alice? Nigdy wcześniej się tak nie
zachowywałaś. – powiedziała i podała mi woreczek z krwią
-
Po prostu, wyczerpałam siły. Jakoś nie mam ochoty na
długą i nie mającą sensu podróż. – mówiłam – Boli mnie to co mu zrobiłam. Nie
chciałam żeby to tak wyszło. Nie panowałam nad tym wszystkim.
Kiedy to powiedziałam, Sara już nic nie mówiła.
Chyba nie wiedziała nawet co ma powiedzieć. Z resztą sama namieszałam i muszę
cierpieć. Wypiłam cały woreczek krwi. Nie byłam już tak wyczerpana. Wstałam i
zaczęłyśmy biec. W mojej głowie tułały się jakieś nędzne wspomnienia o nim. Co
powinnam w tej sytuacji zrobić? Nie mam pojęcia. Kiedy po 5 godzinach biegu,
dotarłyśmy do małego miasteczka, Sara rozpoznała w nim swoją matkę. Ona ją też
rozpoznała, ale nie biegła do niej z otwartymi ramionami. Zaczęła przed nami
uciekać. Jednak my byłyśmy szybsze. Po kilku krótkich sekundach dogoniłyśmy ją.
-Czemu uciekasz ? – zapytała przeciskając ją do
ściany
-
Nie mam zamiaru z wami rozmawiać.. – mówiła – Aleks i
tak się z wami rozprawi
Popatrzyłyśmy się na siebie pytająco i puściłyśmy
mamę Sary. Po chwili już jej nie było. Wzięłyśmy głęboki oddech i
postanowiłyśmy, że ruszymy dalej. Nie miałyśmy nic do roboty w miasteczku,
gdzie mieszkała miała matka mojej przyjaciółki. Przetarłam oczy z lekkiego
zmęczenia. Wyjęłam z plecaka butelkę wody i ochlapałam nią twarz. Od razu
poczułam ulgę. Mimo, że na dworze temperatura osiągała do 0 stopni. Jako
hybryda było mi zawsze ciepło. Biegłyśmy dalej, ale wiedziałyśmy, że ta droga
szybko się nie skończy. Postanowiłyśmy trochę zwolnić. Zaczęłyśmy rozmawiać i
jakoś tak zleciały nam dwie godziny. Życie nie było takie kolorowe na
jakie się wydawało. To może i lepiej że
nie jestem sama, bo chyba bym zwariowała. Szybkie oddechy mnie męczyły, a zimna
woda nic nie dała.
-Musimy go szukać dalej ! – powiedziałam do niej i
wstałam
- Nie ! Ty, moja Droga musisz odpocząć, a co do
poszukiwań, to nie robi nam różnicy, czy zrobimy to za godzinę, czy minutę. On
porusza się dość szybko i już może być 10 km dalej. Usiądź i odpocznij, rano
pójdziemy dalej.
Nie mogłam w nocy spać. Czułam się pusta, a zarazem
smętna. Widok zachodzącego słońca zburzył moją równowagę, a wszystko wokół
zaczęło tracić sens. Wtedy sprawa stała się jasna. Kochałam go i nie mogłam
narazić mojego chłopaka na krzywdę. Niestety nie starczyło mi czasu na dalsze
morale, ponieważ sen stał się bardziej wymagający, a zmęczenie wzięło górę i
zasnęłam. Kiedy rano po obudzeniu się poczułam obok siebie zimne i ciężkie
powietrze, bałam się otworzyć oczy. Dłońmi namacałam kamienną posadzkę, która
uwierała zimnem. Nogami nie mogłam ruszyć. Nareszcie postanowiłam otworzyć
oczy. Wokół mnie nie było nikogo, jedynie małe okienko z kratami i duże
drewniane drzwi. Po prostu zimno, ciemno i samotnie. Pusta cela wywierała
strach i obrzydzenie, a woda spływająca po ścianach dawała do myślenia. Nie
wiedziałam jak się tu znalazłam. Zaledwie kilka minut temu patrzyłam na cudowny
zachód słońca, a teraz.. Wzięłam nie potrzebny oddech i zaczęłam szarpać
łańcuchami.
-Musisz wziąć oddech i szarpnąć z całej siły – nagle
odezwał się ktoś wychodzący z cienia. Taki znajomy głos dał ukojenie mojemu
sercu i całej duszy.
- Peter! – wrzasnęłam i rozrywając łańcuchy wstałam.
Pobiegłam w jego stronę i przytuliłam do siebie. To
było coś, czego najbardziej potrzebowałam w tamtej chwili. Jego słodkie oczy
patrzyły się na mnie jak na wariatkę, ale w głębi wiedziałam, że cieszył się.
Jedyną rzeczą jakiej jeszcze pragnęłam to wolność i chwila odpoczynku z Nim.
- Jak … ty tu? – zapytałam i usłyszałam skrzypienie
dużych drzwi.
Po kilku sekundach stanął w nich Aleksander. Zaczął
klaskać w ręce i śmiać się szyderczo. Nie miałam pojęcia co powinnam zrobić w
takiej sytuacji bez wyjścia. Brak słów, jedynie tak mogę określić to co działo
się w moim umyśle.
***
Postanowiłam dalej prowadzić tę historię i ją skończyć.. na 30 rozdziałach.. lub 27 ; )
Rozdział 16 :)
Osłabłam.
Byłam głodna i brudna. Przywróciłam swoją dawną postać i usiadłam nad jeziorem.
Wzięłam kilka głębokich oddechów dla uspokojenia. Musiałam zawrócić. Nie zdołam
ich dogonić, zapewne już są na miejscu. Tylko gdzie ? I po co Aleks miałby go
porywać ? Nie mam pojęcia. Moja świadomość do mnie wróciła. Naszyjnik, tylko
tak może zabrać i wyciągnąć ode mnie naszyjnik. Jaka ja jestem głupia.
Dotknęłam swojego długiego wisiorka. Założyłam kosmyk włosów za ucho.
Przyjrzałam mu się bliżej. I jednym zwinnym ruchem otworzyłam „zegarek”. W
środku zauważyłam dwa stare zdęcia. I przyglądając im się uważniej, mogłam z
pewnością stwierdzić, że znam te osoby. Może nie tyle co znam, ale widziałam je
już gdzieś wcześniej. Nic z tego nie rozumiałam. Kim oni są ? I co mają
wspólnego ze mną i hybrydami ? Wszystko staje się bardziej skomplikowane, a ja
nic nie mogę na to poradzić. Gdyby tylko …Robert. On może będzie znał
odpowiedzi na moje pytania. Po raz kolejny zmieniłam się w wilka i ruszyłam do
mojego wynajętego mieszkania. Wracając skorzystałam z okazji i zapolowałam na
małe stado saren, w pobliżu. Przynajmniej nie byłam już taka głodna,
pomyślałam. Kiedy byłam już w domu, poszłam pod prysznic i dokładnie się
umyłam. Miałam za sobą trudny pościg. Wychodząc z łazienki, sprzątnęłam rozbity
wazon i złapałam za komórkę. Wybierając
numer Roba, patrzyłam przez okno. Po siedmiu sygnałach, usłyszałam jego głos.
-
Gdzie ty jesteś ? Alice… martwiłem się. – powiedział,
ze smutkiem w głosie.
-
Jestem bezpieczna. Nie mów nikomu, że ze mną
rozmawiasz. I proszę Cię spotkajmy się dzisiaj. Tylko szybko.
-
A coś się stało ? – zapytał z równym smutkiem
-
Tak, coś strasznego. – mówiłam bez przekonania w
głosie. – Wyślę ci adres, i nikomu go nie pokazuj.
Nie słyszałam już nic.
Rozłączył się, albo co gorsza sygnał się urwał. Ubrałam spodenki i koszulę.
Wysłałam przyjacielowi adres budynku, w którym przebywałam. Zeszłam na dół, aby
nie budzić podejrzeń właściciela. Poszłam do sklepiku na dole i kupiłam bułki i
gumę do żucia. Musiałam trochę się wyluzować. Uśmiechając się sztucznie poszłam
do siebie. Odpakowałam jedną gumę i wsadziłam do ust. Nie miałam na nic już siły
i ochoty. Usiadłam na kanapie i czekałam aż pojawi się Rob. Było już
dwadzieścia po dziesiątej rano. Włączyłam telewizję i poszłam puścić do prania
swoje brudne rurki i dres. Nigdy nie puszczałam w domu prania. Nie miałam
pojęcia jak to się robiło. Więc wlałam trochę mydła i wsadziłam do środka
ubrania. Nadal nic się nie działo. Kliknęłam pierwszy lepszy guzik i kopnęłam z
całej siły adidasem. Pralka wydała z siebie cichy odgłos po czym zaczęła pracę.
Nareszcie, pomyślałam i wróciłam do oglądania. Nim skończył się film, przed
budynkiem pojawił się mercedes Roberta. Chłopak wyglądał na zdenerwowanego. Po
chwili wpadł do jej pokoju jak burza. Usiadł obok i czekał.
-
No mów ! Co się stało ? – krzykną chłopak
-
Petera, porwał Aleks. Nie wiem jak to się mogło stać.
Ale się stało. – powiedziałam i usiadłam na krześle.
-
No i ? To jest ta ważna sprawa? – zapytał ze śmiechem
-
Tak ! Idioto, to twój brat, a mój chłopak.. – kiedy to powiedziałam zdałam sobie sprawę,
że Rob tego nie wiedział
-
Twój kto ? Dziewczyno, po tamtej nocy ty mi mówisz, że
to twój chłopak ? Wiesz co… jesteś po prostu puszczalska. – powiedział i
wyszedł z pokoju. Po chwili usłyszałam jak odjeżdża.
W sumie i miał rację.
Myślałam, że …są tanimi zabawkami na jedną noc. Teraz zdałam sobie sprawę z powagi
sytuacji. Kopnęłam z trzaskiem w telewizor. Później w kanapę, i krzesło. Miałam
straszne nerwy. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i postanowiłam. Sama będę
szukała Peta. Mimo tego, że mogę zginąć. Jutro z samego rana wyruszam. Tyle, że
potrzebuje krwi, żeby nie umrzeć. Zeszłam na dół.
-
Przepraszam. – powiedziałam do jednej z siedzących na
dole pań – Czy jest tu gdzieś w pobliżu jakiś szpital ?
-
Ależ jest, - odpowiedziała staruszka. – Tam kilka
przecznic stąd. Mały szpital.
-
Bardzo dziękuje – oznajmiłam i wróciłam na górę.
Już wiedziałam skąd wezmę
krew. Teraz pozostała sprawa czy wytrzymam. Trudno, jeśli osłabnę z sił to
poczekam chwilę i pójdę dalej. Aleks to.. ojczym Sary. Ona musi wiedzieć gdzie
on mieszka. Po raz kolejny chwyciłam za telefon.
-
Sara, - krzyknęłam ze łzami w oczach.
-
Alice? Kochana gdzie ty jesteś? Martwimy się o ciebie.
–powiedziała
-
Mam prośbę – mówiłam – Aleksander to twój ojczym ?
-
Tak, a o co chodzi ?
-
Wyśle ci adres gdzie jestem i sama tu przyjedź
-
Okej, tylko nie uciekaj
Tym razem to ja się
rozłączyłam. Czekałam z niecierpliwością na Sarę. Nareszcie pojawiła się.
Wyjaśniłam jej wszystko, a ona chyba bardziej przejęła się tym niż Rob.
Przytuliłam się do niej.
-
Pójdę tam z Tobą – odpowiedziała niespodziewanie
-
Nie musisz, naprawdę. Dam sobie radę. – powiedziałam
-
Ale chcę. I ci pomogę. Chyba nie odmówisz mi? –
zapytała, a ja się zgodziłam
-
Tyle, że potrzebujemy zapasu krwi. – mówiłam
-
Ja się tym zajmę. – odpowiedziała Sara i zniknęła
Siedziałam na łóżku i
pakowałam ubrania i wodę do plecaka. Zabrałam także pieniądze, na pewno nam się
przydadzą. Schowałam też telefon do kieszeni i głęboko do plecaka wisiorek. Nim
się spakowałam, wróciła Sara. Miała torbę pełną krwi. Uśmiechnęłam się do niej
przelotnie i usiadłyśmy przed oknem oczekując na ranek.
***
Hmm... znacznie mniej wyświetleń... no ale cóż...rozważam usunięcie bloga.. ale narazie będzie ;p
Rozdział 15
Patrzyłam na jego
oślepiająco czerwone oczy. Miały w sobie, to coś. Tą leciuteńką iskierkę walki
i mądrości. Jego twarz była sino biała, i miała wyraz ciągłej samotności. A
przecież miał swą towarzyszkę. Patrzyliśmy się na siebie, gdy nasze oczy się
spotkały, speszyłam się. Puściłam jego lodowatą dłoń. Widocznie go to zdziwiło,
bo usiadł na łóżku tuż obok mnie. Przełkną ślinę i jakby chciał coś powiedzieć, ale machnął
ręką.
-
No mów Aleksie, po co za mną łazisz? – zapytałam
poprawiając włosy
-
Jakby, rzecz biorąc. Chodzi mi o naszyjnik. Ale tobie
też nie potrafię się oprzeć. – powiedział to i zaczął się do mnie zbliżać.
-
Stój ! – krzyknęłam trochę zła za jego reakcję pytania
– Ja mam chłopaka! Jeszcze nie zerwaliśmy !
-
Myślałem, że ostatnia noc z Robertem wszystko
przekreśliła .. – mówi, ale ja udawałam że nie słucham – Bo w sumie wiesz, on
ci ufał. On jest dla Ciebie stworzony, a ty? Ciągle szukasz sobie pocieszenia w
innych. Widzisz Sara i Nicole źle na Ciebie działają. Peter Ci nic nie zrobił,
to na Nicole powinnaś być zła, a nie na niego.
-
Co ty wiesz o miłości ? Nigdy jej nie doświadczyłeś –
powiedziałam, ze stu procentową pewnością siebie.
-
Ja? Ja jeszcze bardziej niż ty wiem czym ona jest. Mam
ponad 1000 lat. Można powiedzieć że 1500 lat. Kiedy jeszcze byłem szlachcicem z
rodziny królewskiej, były odprawiane różne bankiety. Ja oczywiście chodziłem na
każde z nich. Kiedy osiągnąłem wieku 19 lat, udałem się na urodziny mojego
ojca. Była tam jedna z córek, króla. Zakochałem się w niej, ale ona mnie
zostawiła dla swojego brata. – powiedział, a mi zebrało się na śmiech
Nic nie mówiłam, przez dłuższą chwilę. Zaczęłam
bawić się palcami, po czym przetarłam twarz dłońmi. Obróciłam się, ale Aleksa
już nie było. Co mogło sprawić, że uciekł? Wzięłam nie potrzebny oddech i
poszłam pod prysznic. Czułam się
strasznie brudna. Bolało mnie w środku to, że zostawiłam ich tam samych bez
żadnego uprzedzenia. Ale w końcu to mój
i tylko mój wybór. Musiałam poukładać sobie życie. Bo to dzięki nim, teraz
zmieniam się w wilka i … pije krew. Dobra, sama tego chciałam. Po co ja w ogóle
wołałam Nicole do mnie na górę. Ubrałam się i wyprostowałam włosy. Podeszłam do
okna. Włożyłam słuchawki do uszu i patrzyłam w ciemność nocy. Pomyślałam od
razu o Peterze, gdy w słuchawkach usłyszałam piosenkę o miłości. Zmieniłam
utwór, bałam się miłości? Nie, chyba. Poczułam głód, muszę coś zjeść. Wstałam i
wyszłam na dwór. Nim się spostrzegłam biegłam w stronę lasu. Oczywiście w
postaci wilka. Przystanęłam i spojrzałam przed siebie. Stała tam sarna.
Patrzyła na mnie swoimi czarnymi oczami. A ja ? Zamiast kazać jej uciec, wbiłam
swoje kły. Kły potwora, bez duszy. Zmieniłam się, ale czemu ? Czułam ból w
sercu. Nie! Tak nie może być ! Ja nie czuje bólu!
-
Co się dzieje ? – usłyszałam za sobą jego głos.
Odwróciłam się i rzuciłam mu na szyję.
-
Co tu robisz ? – zapytałam kiedy, mnie do siebie
przytulił.
-
Słyszę twoje myśli. I czułem twój zapach. Nie mogłem
…cię zostawić. – mówił i wziął mnie za rękę.
Patrzyłam w jego piękne
oczy, w których odbijał się delikatny blask księżyca. Jego usta miały kolor
beżowy, taki ładny. Z oka pociekła mu łza. Poczułam, że bardzo zabolała go moja
zdrada.
-
Tak, boli. Bardzo ! – powiedział i popatrzył na mnie, a
ja odwróciłam wzrok.
-
Przepraszam. Nie chciałam, to wyszło tak samo z siebie.
Ten cały nasz związek wyszedł tak sam z siebie. Ja kochałam Roba, ale on mnie
okłamał i ..to wszystko. Ty mnie wtedy przygarnąłeś. I.. się w Tobie
zakochałam. – mówiłam nie patrząc się na niego.
Nic nie powiedział.
Czułam jego wzrok na moim ciele. Widać, że zaintrygowało go to co powiedziałam.
A może nie chciał tego właśnie usłyszeć? Muszę się dokładnie zastanowić, czy
chcę z nim jeszcze być. Chyba, że już z nim wcześniej zerwałam. Moje myśli się
za bardzo przytaczają do siebie. Decyzja jest tylko jedna i muszę ją podjąć.
Wróciłam z nim do mieszkania. Poszłam do łazienki i przebrałam się w pidżamę.
Ochlapałam twarz, wodą. Byłam strasznie zmęczona i wyczerpana. To pierwsze
polowanie i … nowe życie. Czułam jak ostatnie resztki człowieczeństwa uciekają
z mojego ducha. Serce staje się lodowate, a wszystkie inne uczucia stają się
silniejsze. A może właśnie o to chodzi? Bardzo w to wątpię. Jednak dam szansę
swojej miłości. Gdybym tego nie zrobiła…to chyba bym straciła resztę siebie.
Złapałam się za głowę, zebrało mi się na wspomnienia. Nie mogłam do tego
dopuścić. Gdybym teraz przypominała sobie wszystko od początku, to chyba bym
się popłakała. Ogólnie temat mamy i taty budzi we mnie …smutek i tęsknotę.
Zresztą to żadna nowość. Po śmierci matki musiałam dojść do siebie, i stało się
to nawet szybciej niż oczekiwałam. Nie potrzebowałam niczyjej specjalnej
pomocy. Chodź, …dostałam tę pomoc i to może właśnie ona spowodowała, że szybciej doszłam do siebie.
Właśnie Peter dał mi tą pomoc i nadzieje na lepsze chwile w moim życiu. To
dzięki niemu jestem teraz tu, a nie w ciemnym lesie. Ale to przez niego jestem
zmuszona zabijać ludzi i zwierzęta ! Moja gorycz wzięła górę nad emocjami i
poniosło mnie. Jakby nagle pojawiło się światełko w ciemnym tunelu, a ja
zaczęłam biec jak dzika w jego stronę. Nie kocham go ! To uświadomiłam sobie
dopiero teraz. Ale nie powiem mu tego, za bardzo by go to zraniło. Więc trzeba
to przemilczeć. Nagle usłyszałam jak wazon się rozbija i wybiegłam z łazienki.
Okno było otwarte na oścież, a po Peterze nie było śladu. Aleksander….to jego
sprawa. Pomyślałam i zakładając w biegu rurki i bluzę, skoczyłam przez okno.
Nie było ich widać, ale czułam ich zapach. Można powiedzieć, że odór jaki
wytwarzał Aleks. Zmieniłam postać. I zaczęłam biec tak szybko jak tylko
umiałam. Może ich dogonię. Ciągle ta nadzieja widniała w mojej głowie.
***
Nie wiem czy wam się spodoba... x.xAle mam nadzieje, że tak :D
Rozdział 14
Dotarłyśmy już do domu Sary. Było tam wiele osób.
Praktycznie nikogo nie znałam. Ale każdy tańczył i bawił się. Uśmiechałam się
do ludzi i mówiłam „Hej, ładnie dziś wyglądasz”. Tak.. to były kłamstwa. Byłam
zadowolona z tego że wyciągnęły mnie na
zabawę.
- Hej, jak masz na imię ? – powiedział chłopak
którego wcześniej zauważyłam. Wyróżniał się ubiorem. Miał krótkie spodenki i
bluzę.
- Alice, a ty ? – odpowiedziałam
- Billy…ładnie wyglądasz Ali. – powiedział i
wziął mnie za rękę
- Dziękuje, a gdzie idziemy ? – zapytałam
troszkę zdezorientowana
- Zatańczyć – powiedział
Stanęliśmy na środku salonu Sary i tańczyliśmy. Po
kilku utworach doszło do mnie że rytm wpadł mi w ucho. Zaczęłam tańczyć jak …
sama nie wiem jak to opisać. Minęło kilka godzin. Byłam taka zmęczona że
poszłam do barmana. Dostałam drinka. Zaraz obok mnie zjawił się Billy.
- A ty czemu siedzisz ? Trzeba tańczyć ! –
mówił
- Nie! Zmęczyłam się,
muszę odpocząć. I się napić- powiedziałam i odwróciłam się szukając Nicole.
Chciałam z nią pogadać.
- No okej… - powiedział
chłopak a ja wzięłam dużego łyka drinka
Nie pamiętam co się wtedy działo. Nie wiem ile to
trwało. Bardzo możliwe że cały wieczór. Kiedy rano się obudziłam, leżałam w
sypialni Sary na łóżku, a obok mnie Robert. Na szczęście byłam ubrana, ale nie
w to co wczoraj. Miałam na sobie spodenki i koszulkę Sary. Robert miał na sobie
tylko spodnie i … spał jak zabity. Zaczęłam się powoli wymykać z pokoju, ale
nie postrzeżenie on stał już przede mną.
- Gdzie się wybierasz? – zapytał i pchnął mnie
na łóżko
- Co ty robisz ? –
zapytałam i wybuchłam śmiechem
- Nie …nic… - powiedział
i pocałował mnie przelotnie
Uśmiechnęłam się i wstałam z łóżka. Nagle odczułam
silny ból. Przewróciłam się na dywan. Robert natychmiast zareagował i
zaprowadził mnie do kuchni. Tam siedziała już Sara. Piła ona coś co
przypominało wino, ale nim nie było. Od razu domyśliłam się że to krew. Po
chwili dostałam do samo.
- Ja mam to wypić? – zapytałam zdezorientowana
- Nie ! Zjeść – zawołał Peter zza drzwi
- Spadaj stąd. ! –
krzyknęłam bez namysłu
- Jak mogłaś z nim to
zrobić ?! – zaczął krzyczeć
Wszyscy się z niego śmiali.
Nie wiem czemu. Peter był słodki ale bez przesady. Nie chciałam się mu
tłumaczyć z moich przeżyć. Uważam że…nie powinien był się nawet w takim
momencie o to pytać. Chociaż był jeszcze moim chłopakiem to czułam się pusto. I
doszłam do wniosku że powinnam pobyć sama. Kilka godzin , może kilka dni, albo i nawet tygodni. Wszyscy porozchodzili się do
swoich pokoi. Ja siedziałam sama w kuchni. Siedziałam i …myślałam. Nad sensem
mojej przemiany. Po pierwsze nikt mi nie wyjaśnił z jakiego powodu jestem
hybrydą, a nie wampirem. Po drugie, pokłóciłam się ze swoim chłopakiem. Nie
miałam sensu bawić się ani przebywać w jakim kol wiek innym towarzystwie.
Musiałam odejść. Czułam w głębi lodowatego serca że muszę to zrobić. Po
czterech smutnych godzinach doszłam do wniosku. Zrobię to dziś. Wstałam i
zmieniając się w wilka, pobiegłam do domu. Szarpnęłam drzwi, które pod wpływem mojej
siły wypadły z zawiasów. Karol siedział na kanapie i oglądał jakiś głupi film.
- Gdzie byłaś ? – zapytał
nawet nie odwracając głowy na mnie
- U Sary – powiedziałam wychodząc po schodach
na górę.
Wyjęłam torbę z szafy i
zaczęłam pakować do niej niektóre moje rzeczy. Książka, telefon i kilka ubrań.
Wzięłam szczotkę do włosów i schowałam do torby. Przebrałam się w rurki i
koszulkę na szelkach. Związałam włosy i ochlapałam twarz wodą.
-Gdzie znowu idziesz? – zapytał brat
- Nie twój interes… -
odpowiedziałam i otarłam twarz ręcznikiem
- To znowu mam zostać
sam. Fajnie dzięki – powiedział i wyszedł
Nigdy nie przeszkadzało mu
bycie samemu. Chociaż os śmierci matki się zmienił. Przestałam się nim zajmować,
sama nie wiem co się ze mną dzieje. Głowa zaczęła mnie boleć, nic mnie nie
męczyło ani szczególnie nie odczuwałam zmęczenia. Wreszcie nadszedł ten moment.
Muszę opuścić ten dom, to otoczenie. Muszę zmienić swoje życie na lepsze.
Ubrałam kurtkę, szalik i buty. Stanęłam przed zepsutymi drzwiami. Westchnęłam i
wyszłam. Na dworze było zimno. Padał mroźny i piękny śnieg. Dzieci bawiły się,
a dorośli chodzili na spacery. Zatęskniłam za Petem. Przypomniały mi się
wszystkie piękne chwile. Nasze wspólne dni i noce. Nasze rozmowy i kłótnie. Wzięłam
głęboki oddech, którego wcale jako hybryda nie potrzebowałam. Szłam w stronę
lasu. Kiedy nie było już koło mnie ludzi zmieniłam się w wilkołaka i zaczęłam
biec. Biec, przed siebie. Po kilku sekundach dotarłam do małego miasteczka. Nie
znałam go nigdy dotąd. Na skraju zobaczyłam napis ; „ Do wynajęcia”. Od razu
poszłam i zarezerwowałam ten domek sobie na dwie noce. Po wejściu do środka
zobaczyłam, że był on nawet ładny. Bardziej myśliwski. Obłożony skórami
zwierząt i ich głowami. Rzuciłam się na łóżko.
- Witaj Alice - powiedział ktoś wchodząc do pokoju
- Czego tu chcesz ? – zapytałam wstając
- Naszyjnika, a czegoż tu
chcieć innego ? – powiedział znajomy
- Nie oddam ci go !
- To się jeszcze
przekonamy – powiedział i rzucił się na mnie
Co ja mam zrobić?
***
Może się pośpieszyłam z dodaniem kolejnego rozdziału, ale mam nadzieje że was to ucieszy. Postanowiłam to dodać, ponieważ na moim bogu dobiliśmy do 1200 wyświetleń. Dziękuje jeszcze raz wam wszystkim ; *
WIELKIE 1000 ;*
Dziękuje wszystkim, dosłownie wszystkim którzy tu wchodzą i to czytają. Dobiliśmy do 1000 wyświetleń. A może i nawet troszkę więcej. Mimo, że dużo was tu wchodzi najbardziej chcę podziękować :
Oli - za to, że była i jest ciągle. Za to, że zawsze mówiła mi prawdę na temat mojego czasem dziwnego stylu pisania. Dziękuje :*
Rebe - za to, że chodź nie znam Cię za dłuugo, a i tak Kocham jak siostrę. Dziękuje szczególnie za to, że wchodzisz tu i zostawiasz ślad po sobie. <3
Nice - zostawiasz po sobie jakiś ślad. Cieszę się z tego i mam nadzieje, że to czytasz :D I ja tez bardzo lubię twojego bloga ;p
Magdzie -bo wiem, że ty też tu wchodzisz i czasem nawet o tym rozmawiamy. Za tego niezapomnianego pączka na polskim ;D haha.. i za to że ogólnie jesteś ! :D
I wam wszystkim innym, którzy czytacie me "opowiadanie". Mam nadzieje, że zostawicie po sobie jakiś ślad, żebym mogła na drugi raz o was napisać... xd
Pisanie tego bloga sprawia mi straszną radość i mam nadzieje, że to szybko nie minie. Może nie których to śmieszy i w sumie wam się nie dziwie, ale i tak jestem z siebie dumna. Hahah, tak jestem dumna z siebie i mych zacnych 1000 odwiedzin. CZEKAMY NA 1100 :D
Oli - za to, że była i jest ciągle. Za to, że zawsze mówiła mi prawdę na temat mojego czasem dziwnego stylu pisania. Dziękuje :*
Rebe - za to, że chodź nie znam Cię za dłuugo, a i tak Kocham jak siostrę. Dziękuje szczególnie za to, że wchodzisz tu i zostawiasz ślad po sobie. <3
Nice - zostawiasz po sobie jakiś ślad. Cieszę się z tego i mam nadzieje, że to czytasz :D I ja tez bardzo lubię twojego bloga ;p
Magdzie -bo wiem, że ty też tu wchodzisz i czasem nawet o tym rozmawiamy. Za tego niezapomnianego pączka na polskim ;D haha.. i za to że ogólnie jesteś ! :D
I wam wszystkim innym, którzy czytacie me "opowiadanie". Mam nadzieje, że zostawicie po sobie jakiś ślad, żebym mogła na drugi raz o was napisać... xd
Pisanie tego bloga sprawia mi straszną radość i mam nadzieje, że to szybko nie minie. Może nie których to śmieszy i w sumie wam się nie dziwie, ale i tak jestem z siebie dumna. Hahah, tak jestem dumna z siebie i mych zacnych 1000 odwiedzin. CZEKAMY NA 1100 :D
Rozdział 13 - Oczami Alice
(Oczami Alice)
To było straszne. Nie wiem sama jak to wytrzymałam. Wewnątrz cała płonęłam, a na zewnątrz byłam zimna i blada. Odczuwałam silny ból brzucha. Nie wiedziałam co było powodem tego, ale to czułam. Głowa jakby zaraz miała mi wybuchnąć. Kości się zrastały, a krew w żyłach zaczęła zmieniać się w lód. W tym momencie uświadomiłam sobie jak wiele znaczyło dla mnie życie człowieka. Wzięłam głęboki oddech, ale oczu nie mogłam ciągle otworzyć. Jakby się zlepiły nie wiadomo jak silną mazią. Poczułam wokół siebie zapach …perfumy. I jakiś smród. To chyba Nicole. Z drugiej strony bardzo silny zapach słodkiej wanilii i kwiatów. To zapewne Sara pomyślałam i od razu otrzymałam jej obraz w pamięci. Zaczęłam się śmiać. Nie wiem z czego, nie wiem po co ani …nic nie wiem. Mój śmiech był przerażająco dziwny. A w następnym momencie usłyszałam coś …Albo kogoś. Był to przyjemny dźwięk dla moich uszu, a może to po prostu głos Petera. Tak. To jest jego głos. I naraz śmiech ustał, a w moich oczach pojawiły się łzy. Moje poczucie człowieczeństwa umierało. Nic nie mogłam zrobić. Działo się to samo i tak automatycznie. W jednej chwili smutek ustał. Nie wiedziałam co będzie kolejne. Rozżalenie, a może zachwyt. Tułało się we mnie pełno nie odkrytych myśli i przeczuć. Moje marzenia straciły sens, a życie nie miało jakiego kol wiek znaczenia. Przypomniało mi się dzięki komu jestem teraz w takiej sytuacji. Nicole. Kiedy tylko zacznę nad sobą panować …to nie wiem co jej zrobię. Po raz kolejny na moją twarz powrócił nie szczery i wymuszony uśmiech. To był jak nie wyraźny sen, który dobiegał już końca. Powoli dochodziłam do siebie. I mogłam otworzyć już oczy. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam był Robert. Jego promienny i wesoły uśmiech od razu postawił mnie na nogi. Dopiero teraz zobaczyłam biel jego kłów i bladą jak ściana karnacje. Patrzył się na mnie, nie jak na wariatkę, ale jak na biedaka który potrzebował pomocy. On gotów był jej udzielić. Podał mi swoją dłoń. Z początku nie wiedziałam co zrobić, ale kiedy po 5 sekundach mój umysł zaczął pracować umiarowo zrozumiałam że chce mi pomóc wstać. Skorzystałam z pomocy chłopaka. Kiedy już siedziałam na kanapie w salonie, nikogo nie było. Oczywiście oprócz mnie i Roba. Gdzie jest Pet? A zdrajca i morderca gdzie?
- Wyszli na dwór – odpowiedział śmiejąc się – Moja kochana możesz się teraz porozumiewać telepatycznie, poprzez dotyk. Każda osoba jaką dotkniesz usłyszy twoje myśli
- Co się działo ? ile dni minęło od… - nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa
- Od …twojej śmierci ? – zapytał chłopak podając mi szklankę wody, skrzywiłam się – Nawet wampiry piją wodę słońce.
Nie zwróciłam uwagi na jego słowa. Wybiegłam na dwór.. zazwyczaj zajmowało mi to z 20 sekund, a dzisiaj nawet mniej niż jedną. Ale byłam szybka. W oddali stali Sara, Peter i Nicole. Już miałam do nich podbiec, kiedy złapał mnie za rękę Robert.
- Nie możesz do nich iść ! – powiedział stanowczo
- Czemu ? – zapytałam i wyrwałam swoją rękę
- Nicole, ona cię zabiła i …jest jej z tym źle. Ona cię chce dobić, żebyś nie była wampirem. Bo wiesz od teraz jesteś jej wrogiem. My wampiry nie lubimy jej gatunków.
Nie chciałam w to wierzyć. Ona mi to zrobiła i w dodatku chce mnie dobić. Nie rozumiem tego. Ale chciałam się trochę zabawić jej kosztem. Wyrwałam się z rąk Roberta i podbiegłam do nich. Nicole odsunęła się, a ja rzuciłam się na nią. Uderzyłam pięścią w twarz i cisnęłam nią o drzewo stojące w ogrodzie. Natychmiast odczułam ulgę i przewagę. Nie przewidziałam jednak że….Nicole zmieni się w wilka i ucieknie do lasu. Nie wiedziałam że jest takim tchórzem. Ruszyłam za nią w pościg i …stało się coś niesamowitego. Zmieniłam się w wilka. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia ale była zabawa. Miałam czarną bujną sierść i jasne niebieskie oczy. To całe zajście okazało się częścią planu. Zatoczyłyśmy koło, i wpadłyśmy jak głupie do mojego ogrodu.
-Podoba się ? – zapytał Peter podchodząc do mnie
- Spadaj ! – zasyczałam, sama nie wiem dlaczego. Teraz moje uczucia były silniejsze. Radość była szaleństwem, a złość ochotą na zabicie.
- Okej młoda wyluzuj ! – powiedziała Sara i przytuliła mnie – Witamy w rodzinie
Rodzina ? Ja ? Nie to musiała być jakaś pomyłka pomyślałam wtedy. Ale pozostaje jedno pytanie. Czemu zmieniłam się w wilkołaka tak jak Nicole, skoro to Peter mnie zmienił ? Miałam jeszcze wiele pytań na które szukałam odpowiedzi. Nie znalazłam jej. No ale cóż tak już w życiu bywa.
-Dzisiaj zapraszam na zabawę do mnie! – oznajmiła Sara – będzie muza, alkohol i chłopaki. Będziesz mogła sobie któregoś wybrać
- Nie bój się Al. Mnie tam nie będzie – powiedział Peter i ruszył w stronę swojej willi.
Impreza ? Brzmi fajnie, ale czy dam radę. Bo to w sumie trochę trudne. Ale się postaram. W końcu będę wyglądała pięknie.
- Zrobimy cię na bóstwo ! – krzyknęły dziewczyny, a ja byłam totalnie zaskoczona
- Ja lecę, to widzimy się wieczorem – oznajmił Robert i pocałował mnie w policzek.
Nawet nie wiedziałam kiedy to się stało ale znalazłyśmy się w moim pokoju. Nicole grzebała w moich kosmetykach, a Sara w ubraniach. Nadal nie wiedziałam o co tyle zachodu. Sara wybuchła śmiechem.
- Ty w tym chodziłaś? – zapytała podnosząc w górę czerwoną wielką sukienkę.
- Nie ! Mama mi to dała – zaczęłam się śmiać razem z nimi
- Trzymaj to ! Będziesz wyglądała pięknie – powiedziała i rzuciła we mnie krótką sukienką. Była ona koloru czerwonego, z czarnym pionowym zamkiem.
- Nie mogę ! – krzyknęłam i zakryłam się rękami. Kiedy Sara to usłyszała wepchnęła mnie do łazienki gdzie czekała na mnie Nicole.
Ubrałam sukienkę z niechęcią. Ale muszę przyznać że nie była taka strasznie krótka. Nawet było mi w niej ładnie. Moje przyjaciółki zadbały także o makijaż. Spięły mi włosy w koka, a na twarz nałożyły tusz, kredki i masę cieni. Nie mogło oczywiście zabraknąć czerwonej szminki. Buty pozwoliły mi wybrać same, ale miałam do wyboru, albo wysokie obcasy, albo na koturnie. Co to za wybór ? Żaden ale dla nich wielka szansa. Ja byłam gotowa i one też. Najmniej czasu poświęciła sobie Sara, a wyglądała z nas najlepiej. Miała miętową spódniczkę, czarną koszulę, czarne rajstopy i …miętowo-zielone szpilki. Wyglądała pięknie. A najbardziej to podkreślało jej długie brązowe włosy i czerwono-miodowe oczy. Wsiadłyśmy do samochodu Nicole i po 20 minutach jazdy byłyśmy już na miejscu. Nie chciałam tam wchodzić, ale zostałam do tego bardzo boleśnie i wulgarnie zmuszona.
Podziękowanie ;*
Dziękuje wszystkim, którzy wchodzili na tego bloga :*
Mamy juz 777 wyświetleń ... i to dla mnie naprawdę ważne, abyście nadal wchodzili i nie załamywali się moimi słabymi rozdziałami :)
Dziękuje szczególnie :
Alex :*, Magdzie :), Rebe :D
Jesteście ze mną i mimo wszystko zawsze mówicie mi prawde, na temat tego... (nie wypowiem się)
Mimo, że to nie mój pierwszy, ani ostatni blog mam nadzieje, że go nigdy nie zawiesze ani się nie poddam :D
Dziękuje jeszcze raz za te 777 wyświetleń i czekamy na 888 ;*
Mamy juz 777 wyświetleń ... i to dla mnie naprawdę ważne, abyście nadal wchodzili i nie załamywali się moimi słabymi rozdziałami :)
Dziękuje szczególnie :
Alex :*, Magdzie :), Rebe :D
Jesteście ze mną i mimo wszystko zawsze mówicie mi prawde, na temat tego... (nie wypowiem się)
Mimo, że to nie mój pierwszy, ani ostatni blog mam nadzieje, że go nigdy nie zawiesze ani się nie poddam :D
Dziękuje jeszcze raz za te 777 wyświetleń i czekamy na 888 ;*
Rozdział 12
Alice nie wiedziała co powinna zrobić. Jeszcze
wczoraj zastanawiała się nad sekretem wisiorka, a dzisiaj… Dzisiaj nie ma już
nic. Nawet chłopak i przyjaciółka ją zostawili i nawet nie
pocieszyli.Przypomniała sobie ostatnią noc w towarzystwie Petera i uśmiechnęła
się do swoich myśli. Nie miała pojęcia dlaczego, ani po co …ale to zrobiła.
Potrzebowała teraz spokoju, ale …po dłuższym zastanowieniu…jednak bardziej
miłości i czułości. Nie miała pojęcia co takiego ważnego wiedział Peter. Może
chodziło o naszyjnik, a może o wiele innych rzeczy. Dziewczyna siedziała tak i
myślała, nie miała co dzisiaj robić. Już chciała sięgnąć po telefon, aby
zadzwonić do Mata. Ale przypomniała sobie że się pokłócili. To już była
porażka. Jednak Alice nie chciała się poddawać i okazywać na sobie złości i
samotności. Weszła do łazienki i dopiero wtedy przypomniała sobie o zmianie
jaka zaszła na zewnątrz …zresztą podobnie jak wewnątrz. Czarne włosy teraz
bardziej podkreślały jej bladą i smutną cerę. Usta powoli zaczęły przybierać kolor
raz beżowy, a raz jasnoróżowy. Po kilku bez sensownych minutach patrzenia się w
lustro, naszła ją ochota na spacer po ośnieżonych ulicach miasteczka, lub
chociaż parku. Ubrała kurtkę i buty. Wyszła. Od razu na opuszkach palców
odczuła zimno. Schowała dłonie do kieszeni. Szła dokładnie przed siebie, może
jednak nie tak dokładnie. Kiedy szła uliczką każdy się jej przyglądał, ale
kiedy weszła do parku, nikt nie zwracał na nią uwagi. Podeszła do drzewa i
usiadła na starym ośnieżonym pniu. Po kilku nudnych minutach postanowiła udać
się nad rzekę. Nikogo tam nie było.
Można nawet powiedzieć, że nie było śladu aby ktokolwiek tam kiedyś był.
Dla Alice było to i lepiej. Stanęła nad brzegiem rzeki i wpatrywała się w lekko
falującą taflę wody. Dostrzegła w niej swoje odbicie i natychmiast się
skrzywiła. Nie podobało jej się. Lecz kiedy zaczęła przyglądać się coraz
bardziej, stwierdziła że jest w niej jakieś piękno, którego nie opiszą żadne
słowa. W pewnym momencie w tafli wody zobaczyła odbicie, innej osoby. Odwróciła
się nerwowo i zobaczyła Roberta.
-Co ty tutaj robisz ? – zapytała dziewczyna,
nawet nie patrząc na niego
-Szukałem Cię, nie chciałem żeby ci się coś
stało. – mówił chłopak delikatnie tuląc Alice do siebie
-Akurat – powiedziała odsuwając się na bok –
Uciekłeś pierwszy razem z Sarą. A nas zostawiłeś. Zadajesz się z kimś, kto
uwięził moją przyjaciółkę. No….może i teraz nie jest moją przyjaciółką. Tak
samo jak Peter, chłopaki
-No przepraszam ale to tak nie miało być. Nie
chciałem ciebie zostawić. Ja wiem że ty coś jeszcze do mnie czujesz. Nie
mówię że ja do ciebie nie. – powiedział
chłopak i uśmiechną się
-Daj spokój ja do ciebie nic nie czuje ! –
mówiła Al.- Ja kochałam tylko Petera, ale wiem że on mnie już nie kocha.
Zresztą, powiedz mi co takiego się dowiedzieliście
-Nic, nic się
nie dowiedzieliśmy nowego, wiesz to samo co my. – powiedział chłopak
-Peter coś wie ! On wie coś i ty też ! Nie rozumiem dlaczego mnie okłamujecie ? –
mówiła dziewczyna
-No….masz racje wiemy coś czego ty nie wiesz.
Ale to jest sprawa życia i śmierci. – powiedział i po chwili już go nie było.
Alice nie miała już po co żyć. Poszła na miasto
i chodziła bez sensu po sklepach. Po kilku męczących godzinach wróciła do domu.
Tam czekał już na nią Peter.
-Czego tu chcesz? – zapytała i poszła do kuchni
-Chce ci to wyjaśnić… Moim zdaniem powinnaś to
wiedzieć – powiedział i ruszył za nią
-A może ja już nie chce tego wiedzieć – mówiła
dziewczyna – Może mnie to wcale już nie obchodzi. Chcę mieć w końcu spokój i
nie być mieszana w te wasze sprawy „Życia i śmierci”.
-
Skąd wiesz że to sprawa „Życia i
śmierci”. ? – mówił
-Myślisz że jestem taka głupia. Widziałam się z
Robertem i powiedział mi to. Może i miał racje, a ta wczorajsza sytuacja była
zgodna z naszym zerwaniem.
-Nie! Przecież to nic takiego, że Niechciałem ci
powiedzieć bo się o ciebie martwię. – mówił
-Nie mam innego wyboru Pet.
Chłopaka oburzyło zachowanie i decyzja Alice.
Miał poczucie że mogą się pokłócić, ale żeby zerwanie? Nigdy nie przyszło by mu
do głowy, że za takie coś może się zakończyć ich związek. On nie miał nic do
gadania. To jak zwykle decyzje podjęła Al. Nie chciał jej ustępować, ani
zgadzać się z nią. Uważał to za zwykłą pomyłkę. No ale cóż, ona sama tego
chciała. Dziewczyna widocznie była zadowolona ze swojej decyzji. Musiała trochę
odpocząć znowu! Wyszła po schodach na górę. Otworzyła drzwi do swojego pokoju i
sięgnęła do szuflady na dnie komody. Wyjęła z niej paczkę papierosów.
-Dawno nie paliłam – powiedziała sama do siebie
i wyszła na balkon.
Uśmiechnęła się sama do siebie i zapaliła
papierosa. Wróciły do niej wspomnienia z przed śmierci matki. To właśnie przez
papierosa pozwoliła matce umrzeć.
-Alice ! – usłyszała głos dobiegający z pod
balkonu.
-Czego tu szukasz ? – zapytała opryskliwie
wydmuchując dym
-
Pogadać. Mogę wejść? – powiedziała
-
Jak chcesz
-
Co z Petem ? Dlaczego z nim zerwałaś? Chociaż poczekaj chyba znam twoje
zdanie –mówiła- On chciał cie ochronić, przed Aleksandrem, a ty Alice nic.
Zrywasz z nim. Okej nie powiedział ci, ale to tylko dlatego że to jest ważna sprawa. Możesz się tego
brzydzić, albo nie uwierzyć i stwierdzić że …kłamiemy.
-
Nie ! Ja bym chciała wiedzieć. Bo to w sumie dotyczy mnie, ciekawe gdyby
to dotyczyło ciebie też byś chciała. Nikogo nie obchodzi moje zdanie ! –
krzyknęła Alice
-
Zamknij się! – krzyknęła za nią Nicole i pchnęła.
Nicole zrobiła to jednak trochę za mocno.
Siedemnastolatka wypadła przez barierkę i spadła na trawę. To było straszne.
Wszędzie pełno krwi, a na środku leżała nie przytomna i umierająca Al. Jej
przyjaciółka sięgnęła po telefon.
-
Peter ! Alice …wypadła z balkonu ! proszę przyjedź tutaj ! – płakała
Nicole.
Po kilku sekundach pod balkonem stał Peter.
Wpatrywał się w umierającą dziewczynę. Zbierał siły, aż w trzeciej sekundzie
zrobił to. Wbił swoje ostre kły w jej martwą szyję. Wiedział że nie powinien
tego robić, ale nie miał innego wyboru. Razem z Nicole przenieśli NOWĄ do
salonu. Chłopak musiał iść posprzątać. Wokół tego miejsca było wiele krwi. Nie
postrzeżenie dla wszystkich pojawił się w domu Al. Robert z Sarą.
-
Co tu się stało ? – zapytała wampirzyca.
-
Zepchnęłam Al. Z balkonu. – powiedziała Nicole patrząc na ciało
-
Co zrobiłaś ? Wiesz że umrze !? – wrzasną Robert
-
Nie… Peter ją przemienił. Ale to naprawdę było nie umyślnie. –
tłumaczyła
Robert, Sara i Nicole siedzieli teraz nad ciałem
Alice i czekali aż jad Petera zacznie działać. Ale to nie był jedyny problem w
ich wiecznym życiu. Bo tym ważniejszym problemem było poczucie, że
siedemnastolatka jest nie pokonanym hybrydą na ziemi i wszechświecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)